„Oni mają swoje dolary, ale my mamy nasz naród, naszą sprawiedliwość i naszego Boga” – deklarował w piątek prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan w przemówieniu wygłoszonym w mieście Bayburt, w którym uzyskał najlepszy wynik w czerwcowych wyborach prezydenckich. I wezwał swych rodaków, by nie chowali złota i dolarów pod poduszką, lecz wymieniali je na turecką lirę. Efekt wezwania poznaliśmy w poniedziałek – trwała wyprzedaż waluty, a także nominowanych w niej papierów wartościowych.

Turcja szuka pomocy w krajach Zatoki Perskiej

Minister finansów Turcji Berat Albayrak, skądinąd zięć Erdogana, obiecał, że rząd szybko przygotuje plan zahamowania kryzysu, choć proponowane środki inwestorzy uznali za niewystarczające. Polegają one m.in. na utrudnianiu przez bank centralny wymiany liry na dolary. Zagraniczni finansiści wzywają do znacznego podniesienia stóp procentowych, ale to w Turcji temat delikatny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej