Były trzy. Sieci z polskim kapitałem, średniej wielkości, z ambicjami, które znalazły ciekawą niszę. Sprzedawały produkty wyższej jakości, głównie importowane. A tego konkurencja u siebie nie miała. Pierwsza - Bomi - zniknęła z rynku w 2013 roku. Wykończyły ją nietrafione lokalizacje, wysokie czynsze oraz chęć Polaków do oszczędzania w trakcie spowolnienia gospodarczego.

Druga - Alma – padła dwa lata temu, przez błędy biznesowe oraz dyskonty, które wprowadzając na swoje półki pojedyncze produkty delikatesowe w niskich cenach, zabierały im klientów. Prawie do końca szukała inwestora, który zdecydowałby się na jej przejęcie. Bezskutecznie.

Trzecia sieć - Piotr i Paweł - też nie jest w stanie utrzymać się na rynku. Dla konsumentów przyzwyczajonych do dyskontowych cen jest tam po prostu za drogo. Zapadła decyzja o sprzedaży, ale proces wyboru inwestora ciągnie się od jesieni. Nie wiadomo, kto będzie nabywcą, choć w tym gronie witano już Biedronkę, Auchan, Carrefoura czy ITM – spółkę zarządzająca sieciami Intermarché i Bricomarché.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej