W ostatnich latach zmiany stawek prądu zużywanego w naszych domach były w zasadzie nieodczuwalne – ceny rosły średnio o 1 grosz za kilowatogodzinę co roku. A w Polsce opłata za zużycie to połowa rachunku (druga to sztywne opłaty za dystrybucję). Wraz z nowym rokiem ta składowa może jednak napsuć odbiorcom sporo nerwów, bo czekają nas podwyżki. Skąd taka prognoza? Z cen na rynku hurtowym, na którym prąd jeszcze nigdy nie był tak drogi. W ubiegłym tygodniu na Towarowej Giełdzie Energii za każdą zamawianą na przyszły rok megawatogodzinę prądu trzeba było zapłacić elektrowniom rekordowe 224 zł. Dokładnie rok temu taka sama ilość energii kosztowała 165 zł. – Taka presja to perspektywa podwyżki taryf dla gospodarstw domowych i wszystko wskazuje na to, że będzie ona dużo większa niż w latach ubiegłych – komentuje Justyna Piszczatowska z branżowego portalu WysokieNapięcie.pl. A o zbliżających się podwyżkach cen świadczą trzy najważniejsze czynniki.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej