Bo taka pogoda rolnikom najpierw przyniosła klęskę urodzaju, czyli wysyp owoców, których jest tak dużo, że ceny u przetwórców – a oni skupują 60 proc. zbiorów – poleciały w dół. A jak dalej będzie tak sucho, będzie jeszcze gorzej: mogą zmarnować się warzywa.

Polskie rolnictwo ma się kiepsko nie od dziś, ale to słabe sezony jak ten skłaniają rolników, by wyjść na ulice i protestować. Bo teraz bardziej niż zwykle nie do zniesienia jest, że przetwórcy proponują rolnikom ceny za owoce na granicy opłacalności, a w tym roku na poziomie kosztów produkcji. Albo są nawet niższe, tak że owoców nawet nie opłaca się zbierać.

Niektórzy rolnicy mówią otwarcie: jak mam sprzedawać przetwórcy kilogram wiśni za 50 groszy, to wolę je zostawić szpakom. Innym rolnikom owoców szkoda zmarnować i sprzedają je za bezcen. Jedni i drudzy w piątek protestowali na ulicach Warszawy i przed kancelarią premiera.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej