Były wiceminister i były szef służby celnej został oskarżony o popełnienie dwóch przestępstw w związku ze śledztwem dotyczącym rejestrowania tysięcy automatów do gry o niskich wygranych, tzw. jednorękich bandytów. Według białostockiej prokuratury maszyny te w rzeczywistości pozwalały na grę o wysokie stawki, a skarb państwa stracił przez to ponad 21 miliardów złotych. 

- Śledztwo od czasu postawienia mi zarzutów trwało niemal pół roku i stan sprawy właściwie się nie zmienił. Nie ma żadnych nowych dowodów. Złożyłem wyjaśnienia i stoję na stanowisku, że zarzuty mi stawiane są absurdalne - mówi "Wyborczej"  Jacek Kapica.

CZYTAJ TEŻ: Koniec z zeznaniami podatkowymi. Od 2019 r. skarbówka będzie rozliczać za nas PIT-y

Bo zabrakło badań "jednorękich bandytów"

Z informacji prokuratury wynika, że zarzuty postawiono, ponieważ "oskarżony umyślnie nie dopełnił ciążącego na nim obowiązku nadzoru nad realizacją zadań wynikających z ustawy o grach i zakładach wzajemnych ani nadzoru nad podległymi mu departamentami i innymi jednostkami". Jacek Kapica (zgadza się na publikację danych osobowych i wizerunku) miał ignorować informacje o nierzetelności badań technicznych, które były wymagane do rejestracji automatów do gry. Jako wiceminister finansów w rządzie PO nie zlecił podległym mu urzędnikom kontroli badań, co - jak stwierdza prokuratura - "prowadziło do legalizacji automatów, które nie powinny zostać zarejestrowane".

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej