Rząd chce, aby w 2019 roku płace w sektorze budżetowym - w którym pracują co 5. Polak i Polka - pozostały zamrożone. Od 2010 roku, a w niektórych zawodach od 12, 13 lat, płace nie są waloryzowane - mimo wzrostu PKB zjada je inflacja. Dlatego zrzeszone w liczącym 800 tys. członków OPZZ organizacje powołają komitety protestacyjne. Przygotowania już trwają.

Postulaty są trzy. Odmrożenie płac w budżetówce - wynagrodzenia mają wzrosnąć o 12 proc. - to nie podwyżka, ale wyrównanie, bo dokładnie o tyle płace skurczyły się przez lata bez waloryzacji, powiązanie wzrostu płac z tempem wzrostu PKB i podniesienie minimalnego wynagrodzenia do wysokości 50 proc. średniej płacy (obecnie to 47 proc.).

W budżetówce od wielu miesięcy wrze. Wiele wskazuje na to, że jej strajk może się okazać dla rządu znacznie większym problemem niż protest osób z niepełnosprawnościami - biorąc pod uwagę liczbę zawodów, które się buntują, skala protestu może się okazać ogromna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej