Celem ustawy o zakazie handlu w niedziele było według Alfreda Bujary, szefa handlowej „Solidarności” i zarazem pomysłodawcy zamknięcia sklepów tego dnia, „zniesienie w Polsce niewolnictwa".

Według związku i wspierającego go pod względem prawnym ultrakonserwatywnego instytutu Ordo Iuris, dziś pracownicy marketów w niedziele są wykorzystywani, a matkom z dziećmi odbiera się możliwość spędzania czasu z rodziną.

Ta sama ustawa jednocześnie pozwala otwierać w niedziele małe sklepy, prowadzone przez niezależnych kupców, którym może pomagać rodzina. Ale niekonsekwencja jest dość typowa dla tego aktu prawnego, który jest nieszczelny i chaotyczny, często również zaprzecza sam sobie. Bo choćby dlaczego kasjer z Biedronki nie może tego dnia pracować, a z Orlenu już musi? 

Przy konstruowaniu przepisów nikt – nawet Ministerstwo Rodziny i Pracy – nie spytał o zdanie samych kasjerek (w zawodzie pracują głównie kobiety) i kasjerów. Do dziś nie wiadomo choćby, ile kobiet pracujących w handlu ma dzieci. Co zatem myślą oni o zakazie handlu po pięciu miesiącach od jego wprowadzenia?

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej