Mieliśmy dostać od rządu nowy Kodeks pracy. W 2016 r. Ministerstwo Pracy powołało komisję ekspertów, którzy w 18 miesięcy napisali nowy kodeks i w połowie marca złożyli go w resorcie. Ale w mediach wrzało: wskazywano kontrowersyjne zapisy, nowe przepisy nie podobały się ani związkowcom, ani pracodawcom. Już na początku kwietnia rzeczniczka rządu Beata Mazurek poinformowała, że "PiS nie poprze propozycji komisji". Wtedy Ministerstwo Pracy wyrzuciło projekt do kosza, choć ministra Elżbieta Rafalska przyznawała jednocześnie, że "panuje ogólna zgoda co do tego, że obecny kodeks pracy wymaga zmiany". Dlatego resort obiecał przegląd projektu, wybranie najbardziej wartościowych propozycji i zaimplementowanie ich w starym kodeksie pracy z 1974 r.. Ale po tym zapadła cisza. W środę przerwał ją wiceminister pracy Marcin Zieleniecki, przewodniczący komisji kodyfikacyjnej, która kodeks pisała.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej