Maciej Bando, prezes URE, ogłosi w przyszłym tygodniu, czy otworzy postępowanie wyjaśniające w sprawie zaobserwowanych niedawno podejrzanych wzrostów notowań kontraktów na energię elektryczną na Towarowej Giełdzie Energii (TGE).

Ich ceny w kontraktach terminowych zbliżyły się do 350 zł za megawatogodzinę, a skok był nagły. URE podejrzewa, że mogło dojść do spekulacji będącej przejawem coraz śmielszych poczynań dużych koncernów energetycznych na rynku.

Kto pompuje ceny prądu?

– To niepokojące, gdy ktoś sprzedaje pewną pulę energii po niskiej cenie, a następnie ten sam podmiot lub podmioty powiązane odkupują ja nawet czterokrotnie drożej. Jeśli takie podbijanie indeksu dotyczy kilku megawatogodzin, to trudno uwierzyć w twierdzenia, że powodem wzrostu jest rosnąca cena praw do emisji CO2 czy drożejący węgiel – sugeruje Maciej Bando. A takie właśnie powody wzrostu cen podają państwowe spółki energetyczne produkujące prąd przede wszystkim z węgla.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej