Połączona administracja podatkowa, kontrola skarbowa oraz celna działa od 1 marca 2017 r. Według PiS ma być to coś w rodzaju fiskalnych "czerwonych beretów". Jedna służba skarbowa ma obniżyć koszty pobierania podatków, ułatwić walkę z szarą strefą i sprawić, że urzędnicy zaczną współpracować.

Szefem Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) jest Marian Banaś. Przed reformą podlegało mu w sumie 62 tys. urzędników oraz funkcjonariuszy. Po reformie trzeba ich było zatrudnić na nowo. Ale nie wszyscy dostali z powrotem pracę. KAS zwolnił ok. 2,6 tys. osób, z czego ponad 1,3 tys. z uprawnieniami emerytalnymi. Część funkcjonariuszy (celnicy) została też ucywilniona, czyli straciła mundur. Politycy PiS przekonywali, że warto rewolucję w skarbówce przeprowadzić choćby dlatego, że pozwoli na pozbycie się ze służb skarbowych byłych pracowników i współpracowników Służby Bezpieczeństwa. Takich osób było ponad 200.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej