Stacje paliw miały być jednym z beneficjentów pomysłu "Solidarności" oraz PiS. W Niemczech niedzielny handel przeniósł się właśnie tam. Podobnie miało być i w Polsce. A jak jest?

30 litrów 95-ki i kilo podwawelskiej

Duże sieciowe stacje paliw są właścicielami ponad 2,5 tys. sklepów, które zgodnie z przepisami mogą być otwarte we wszystkie niedziele, również te z zakazem handlu. Teoretycznie mogą zmienić asortyment tak, aby dostosować go do potrzeb niedzielnych klientów. Czyli ofertę chipsów i alkoholi uzupełniać innymi produktami: makaronem, ryżem, wędlinami, mięsem, jajkami, warzywami etc.

Ewentualnie część stacji miała wejść w strategiczne porozumienia z sieciami sklepów, tworząc placówki przy stacjach pod ich marką (np. BP i Piotr i Paweł).

Teoretycznie ma to dla nich sens. Sieci paliw od dawna szukają dodatkowych źródeł zarobku. Marże w obrocie detalicznym paliwami znajdują się na niskim poziomie – na przestrzeni ostatnich 5 lat wynoszą w przypadku benzyny i oleju napędowego średnio 2,6 proc. Rentowność stacji zapewniona jest głównie przez sprzedaż produktów niebędących paliwami.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej