W 2010 r. Michał formalnie wystąpił z Kościoła katolickiego.

– Zapytałem księdza, co teraz stanie się z danymi na mój temat, które przechowuje Kościół. Wydawało mi się, że skoro nie jestem już członkiem tej wspólnoty, to informacje na mój temat powinny zostać usunięte. Ksiądz powiedział, że dane zostają. Przydadzą się, gdybym chciał wrócić na łono Kościoła – opowiada nasz czytelnik.

Od lat osoby chcące opuścić Kościół walczyły o to, by apostazja była łatwiejsza. Skutecznie. Od 2016 r. Kościół nie wymaga już np. przyprowadzenia dwóch świadków apostazji. Nic natomiast nie zdziałały w sprawie usuwania przez Kościół danych na ich temat. Kościół zasłaniał się autonomią i powoływał się m.in. na konkordat i zapis w ustawie o ochronie danych osobowych wyłączający parafie spod kontroli Generalnego Inspektora Danych Osobowych (GIODO).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej