„Czujemy się odpowiedzialni za środowisko, ponieważ wierzymy, że nasze wymagania dotyczące jakości i wydajności możemy spełniać w trwały sposób tylko wtedy, gdy nie naruszamy przy tym zasobów natury” – brzmi motto sieci handlowej Lidl. Jak Lidl poradził sobie, gdy w styczniu weszła w życie opłata recyklingowa za foliówki?

– Mamy dwa rodzaje torebek; cieńsze, do których doliczana jest opłata recyklingowa i grubsze, wielorazowego użytku. Cieńsze kosztują więcej: 39 gr, a grubsze 25 gr – mówi pracownik działu klienta sieci. I tłumaczy, że foliówki są droższe, bo opłatą recyklingową objęto tylko je.

Opłata recyklingowa, czyli 20 gr od foliówki

Zgodnie z dyrektywą unijną opłatą recyklingową można objąć tylko cienkie foliówki o grubości do 50 mikronów (dotychczas najczęściej dostawaliśmy je w sklepach bezpłatnie).

Dziś sklepy nie mogą rozdawać toreb foliowych za darmo (chyba, że pakują w nie żywność, np. pieczywo, warzywa), a od sprzedaży foliówek muszą odprowadzać 20 gr do budżetu państwa. Rząd zdecydował w ubiegłym roku, że opłata recyklingowa pójdzie na walkę ze smogiem. Ale dziś okazuje się, że kwoty na ten cel mogą być niższe niż oczekiwano, bo część marketów, zwłaszcza sieciowych, zniechęca klientów do zakupów reklamówek, oferując foliówki w cenie wyższej niż grubsze torby wielorazowego użytku albo w ogóle je wycofała ze sprzedaży. Robią to, aby nie odprowadzać opłaty recyklingowej do budżetu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej