W niedziele z zakazem handlu zamknięte muszą być wszystkie sieciowe sklepy. Można za to iść do kina, pójść na plac zabaw z dzieckiem, zrobić manikiur, zjeść obiad w restauracji czy kupić leki. Tyle że, jak się okazuje, przynajmniej na razie mało kto tego dnia przychodzi do galerii.

W pierwszą niedzielę bez handlu, czyli 11 marca, w centrach było o minimum milion klientów mniej niż rok temu. Druga wcale nie była lepsza.

– Między 12 a 18 marca centra badane przez Retail Institute odwiedziło nieznacznie więcej klientów niż w tygodniu poprzednim – ocenia Anna Szmeja, prezeska tej firmy badawczej.

Ruch od poniedziałku do soboty jest przy tym mniej więcej taki sam jak przed rokiem. Spadki przypadają na niedziele.

Badanie Retail Institute jest reprezentatywne dla prawie 60 proc. rynku. Liczących się centrów jest bowiem 180-190 w kraju. Zdaniem firmy jest ścisły związek między liczbą odwiedzin a obrotami sklepów i punktów usługowych.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej