Plan ministrów odpowiedzialnych w rządzie Morawieckiego za walkę ze smogiem wydawał się prosty: Sejm przyjmuje ustawę o jakości paliw stałych (tzw. normy węgla), a następnie resort energii wprowadza rozporządzenie eliminujące z rynku najgorszej jakości węgiel i dopuszczające do użytku tylko opał o wyśrubowanych parametrach siarki i popiołu, o określonej wilgotności i kaloryczności. Cel: zlikwidować smog, za który w Polsce w ponad 60 proc. odpowiedzialna jest niska emisja, czyli Polacy palący węglem i czym popadnie w domowych piecach.

Wygląda jednak na to, że planu nie uda się zrealizować, a trujący najgorszy węgiel jak jest, tak będzie nadal sprzedawany.

Na początku marca rząd przyjął wyczekiwaną nowelizację ustawy o monitorowaniu i kontrolowaniu jakości paliw. Jej wprowadzenie politycy PiS obiecywali w styczniu 2017 r. Ustawę przyjęto w pakiecie z rozporządzeniem określającym parametry dla węgla i zaznaczeniem: „Nad rozporządzeniem będziemy jeszcze pracować. Poszczególne parametry zostaną ustalone, a rozporządzenie będzie wydane po przyjęciu ustawy przez Sejm” – mówił wtedy Piotr Woźny, obecnie pełnomocnik premiera ds. jakości powietrza. Taki sam komunikat prezentowało Rządowe Centrum Legislacji. Jak jednak ustaliliśmy, resort energii próbuje utrzymać w sprzedaży muły i floty, czyli najgorszy odpad węglowy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej