O tym, że Domagalski-Łabędzki naraził się lokalnym pisowskim strukturom, pisaliśmy w „Wyborczej” już wtedy, gdy rozpoczął wymianę nominatów politycznych na fachowców w spółkach córkach kombinatu.Tak stało się m.in. w KGHM TFI, wrocławskim Centrozłomie, gdzie lokalnych działaczy i radnych PiS zastąpili ludzie związani wcześniej z Orange i Bankiem PKO. 

Wściekłość ministra energii

- Nie było tygodnia, by ktoś w tej sprawie nie próbował interweniować, a to u premiera, a to u prezesa - opowiada osoba z otoczenia zwolnionego szefa KGHM. - Nie mamy wątpliwości, że za całą akcją stał Adam Lipiński, któremu nie podobało się, że szef zwalnia jego ludzi.

Podkopywać autorytet Domagalskiego-Łabędzkiego próbowano na różne sposoby. Wytykano mu, że jest chrześniakiem Stefana Niesiołowskiego, że pracował dla miliardera Michała Sołowowa, próbowano obarczać go odpowiedzialnością za wykreowany skandal, gdy na górniczej imprezie jedna z pań zjawiła się z makietą samolotu z napisem „Tu polewaj”. A jednak Domagalski-Łabędzki cały czas trwał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej