Jeśli do 2020 roku Polska nie sprosta unijnym normom w recyklingu odpadów, będzie musiała zapłacić kary. Unia Europejska wymaga, by poziom recyklingu wyniósł 50 proc., a dziś odzyskujemy około 25 proc. Zgodnie z raportem Najwyższej Izby Kontroli nawet ta liczba jest przeszacowana (mowa była też o tym na ostatnim posiedzeniu komisji środowiska), ponieważ dziś gminy obliczają poziom recyklingu na podstawie sztywnego wzoru podanego przez Ministerstwo Środowiska. Kiedy do Polski przyjadą unijni kontrolerzy, będą jednak sprawdzać, jak jest naprawdę, a nie na papierze. Samorządy obawiają się, że rząd na nie przerzuci koszt unijnych kar.

Komisja Europejska jako jedno z narzędzi pozwalających podnieść poziom recyklingu wskazała wprowadzenie systemu kaucyjnego (czasem nazywanego depozytowym). W Europie taki system, w różnych odmianach, funkcjonuje już w 10 krajach. Jak pisaliśmy jesienią, za 236 tys. zł rząd PiS zamówił u firmy Deloitte specjalną analizę, która mogła odpowiedzieć na pytania, czy Polacy poradzą sobie z oddawaniem butelek i czy system jest w ogóle opłacalny. Mogła, ale nie odpowiedziała.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej