E-zwolnienia pojawiły się już na początku 2016 r., ale – zgodnie z ustawą – do końca czerwca 2018 r. wydawać je można razem z papierowymi. Do tej pory lekarze wystawili ok. 2 mln elektronicznych zwolnień. Dla porównania tych papierowych rocznie wpływa do ZUS ok. 23 mln.

Od 1 lipca decyzją rządu papierowe druczki ostatecznie znikną. Zmiana ma jeden cel – oszczędności.

Organizacje pracodawców często zwracały uwagę, że praktycznie nie można skontrolować krótkoterminowych zwolnień. Dlaczego? Bo pracownik ma aż siedem dni na dostarczenie zwolnienia pracodawcy. W tym czasie ciężko wykazać, że pracownik nie stosuje się do zaleceń lekarza albo że zwolnienie było wydane nieprawidłowo. Tymczasem ok. 8 mln zwolnień rocznie to właśnie zwolnienia do siedmiu dni.

Po zmianach tego problemu nie będzie. Pracownik nie będzie już dostarczał zwolnienia do zakładu pracy. Informacja o wystawieniu zwolnienia z informacją o stanie pacjenta – a więc kodem choroby i okresem niezdolności do pracy – dzięki systemowi komputerowemu od razu trafi do ZUS i do pracodawcy.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej