Jesienią ubiegłego roku przestała działać darmowa aplikacja mobilna z rozkładem jazdy i informacjami o opóźnieniach Mój Pociąg. Przez wiele miesięcy walczyły z nią PKP Polskie Linie Kolejowe, zarządca infrastruktury, który twierdził, że twórca aplikacji, który nie czerpał z niej żadnych zysków, ukradł rozkład jazdy. Jakub Madrjas, redaktor naczelny portalu Rynek Kolejowy, wypytywał wtedy PKP PLK w tej sprawie. „Nie dowiedziałem się niestety, jaką korzyść odnosi [PKP PLK] z walki z aplikacją – i jaką korzyść odnosi z tego pasażer” - napisał w komentarzu.

Teraz solą w oku kolejarzy stała się aplikacja Koleo, jeden z kanałów sprzedaży biletów kolejowych. Jak podaje jego twórca, firma Astarium, po dwóch latach na rynku aplikację zainstalowało już 190 tys. osób., a miesięcznie odnotowuje 6 mln wyszukiwań.

Aplikacja przyciągała partnerów powoli. Jeden z najlepszych przewoźników regionalnych, Koleje Dolnośląskie, zdecydował się na współpracę dopiero w styczniu. Koleo nie wzbudziło zaufania już poprzedniego zarządu PKP Intercity, jeszcze przed wymianą prezesów po przejęciu władzy przez PiS, i umowy nie zawarto do tej pory. Jak pisze przewoźnik w odpowiedzi na nasze pytania, „PKP Intercity nie doszło do porozumienia w zakresie współpracy z Koleo” i obecnie firmy nie prowadzą już żadnych rozmów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej