Polski rynek pracy się przepoczwarza.

– Widać większą gotowość do podejmowania ryzyka. Spora część osób, które do nas przychodzą, mają pracę, nieraz naprawdę dobrze płatną jak na branżę, a mimo to bez wahania są gotowi ją zmienić – opowiada Andrzej Mikołajewski z zajmującej się rekrutacją Dobrej Agencji. – Obserwujemy też zderzenie postaw i oczekiwań młodszego pokolenia ze starym stylem działania polskich małych i średnich przedsiębiorstw. Idzie młodość i rozsadza stare.

Młodości pomaga – i to znacznie – demografia.

3,5 tysiąca na rękę? Ale kto tyle zarabia?

Sierpień 2015 roku. Stopa bezrobocia rejestrowanego po raz pierwszy od blisko dekady spada poniżej 10 proc., a w grudniu 2017 roku wynosi już tylko 6,6 proc. W rzeczywistości jest jeszcze niższa – bo ok. 30 proc. osób rejestruje się w pośredniaku tylko dla ubezpieczenia, pracy wcale nie szukają.

Jednocześnie rosną płace. 2015 rok to średnia krajowa jeszcze z trójką z przodu. 2016 rok: 4277 zł brutto, 2017 rok: 4530 zł brutto. W grudniu przeciętna płaca niemal dobija do psychologicznej bariery 5 tys. zł: wynosi 4974 zł brutto, czyli 3,5 tys. zł na rękę.

Tymczasem przed telewizorem Kowalski krztusi się herbatą: „Jak to?! W moim bloku nikt tyle nie zarabia!”. I ma rację.

Wielu rzeczy o polskim rynku pracy nie wiemy – brakuje danych. Te publikowane przez GUS są wycinkowe i przestarzałe już w chwili publikacji. Z kolei agencje pracy prowadzą badania na mniejszych i często niereprezentatywnych próbach.

Zacznijmy od średniej krajowej – owe niemal 5 tys. zł brutto – możemy włożyć między bajki. Średnia dotyczy sektora przedsiębiorstw, czyli firm zatrudniających na etacie co najmniej 10 osób (jest ich ok. 16 tys.), a Polska stoi mikrofirmami do 9 osób (których są 2 mln). Średnia krajowa dotyczy ok. jednej trzeciej rynku – 6 mln osób z dużych firm. Reszta jest m.in. w mikrofirmach.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej