11 stycznia, Hanau pod Frankfurtem nad Menem, produkująca palety firma Schramm & Co. Jeśli tam się wiedzie, znaczy, że wiedzie się w całych Niemczech.

- Kiedyś palety byliśmy w stanie sprzedać od ręki, teraz trzeba na nie poczekać dwa, trzy tygodnie - mówi telewizji n-tv właściciel firmy Dieter Schramm.

30 stycznia, Asendorf pod Hanowerem. Ralf Schlesselmann prowadzi tam stuletnią rodzinną firmę. "Financial Times" opisuje, że praca wre tam przez całą dobę, bo zamówień jest tyle, że Schlesselmann przestał przyjmować kolejne. Żeby uporać się z dotychczasowymi, postawił dodatkową linię produkcyjną przed budynkiem zakładu. Produkt? Oczywiście palety.

W Niemczech jest 440 firm produkujących palety. W 2016 r. wyprodukowały ich ok. 103 mln sztuk, w 2017 r. - 110 mln, w tym roku prawdopodobnie padnie rekord. Bo sam tylko przemysł chemiczny zgłasza zapotrzebowanie na 0,5 mln palet.

Według szacunków organizacji zrzeszających niemieckie firmy produkujące opakowania branża pracuje na 90 proc. możliwości. Wcześniej obłożenie produkcji nie przekraczało 80 proc.

Skąd nagłe zainteresowanie dziennikarzy niemieckimi paletami? Są pulsometrem ożywienia gospodarczego. Jeśli rosną zamówienia na palety - rośnie gospodarka. Potrzebują ich przecież zakłady wszystkich branż - żeby transportować i przechowywać towary. Ale zbyt duży popyt na palety może też świadczyć o nadchodzących kłopotach.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej