- Firmy gorączkowo poszukują osób z dostępem do Ukraińców. Dzwonią i piszą. Proponują określone kwoty, np. za rozesłanie mailingu z ich propozycją biznesową wśród zalogowanych u nas osób. Nigdy się na to nie godzimy - opowiada Daniel Dziewit, założyciel portalu Pracadlaukrainy.pl, który kojarzy pracowników z Ukrainy z polskimi pracodawcami. - Przedstawiciel handlowy jednego z banków zaproponował nam 50 zł od Ukraińca, którego przekonamy do założenia u nich konta.

Według danych GUS od stycznia do końca września 2017 r. Ukraińcy zostawili w polskich sklepach i zakładach usługowych ok. 2 mld zł. Na osobę wydają więcej niż Niemcy. Dokładnych danych jeszcze nie ma, ale szacuje się, że w 2017 roku liczba pracowników z Ukrainy w Polsce przekroczyła 2 mln, a w rozpoczętym właśnie roku może dobić do 3 mln. 

50 zł za głowę proponują jednak indywidualni rzutcy przedstawiciele handlowi - z banków czy firm ubezpieczeniowych, którzy chcą w ten sposób poprawić swoje wyniki w sprzedaży. Gra o ukraińskie pieniądze toczy się jednak na dużo wyższym poziomie. Czasu jest mało - kto pierwszy, ten lepszy.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej