Przez kilka dni wydawało się, że senatorzy PiS ostro postawili się wytycznym partii. Ich poprawki do ustawy wprowadzającej zakaz handlu w niedzielę mocno ją zaostrzały. M.in nakazywały zamknięcie tego dnia 75 proc. stacji benzynowych.

Podczas prac komisji wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed grzecznie tłumaczył, że takie wybryki są niezgodne ze stanowiskiem rządu.

W odpowiedzi senatorzy ukradkiem wycofali się z zamknięcia stacji benzynowych, ale trwali uparcie przy zapisie, który uniemożliwiał praktycznie zakupy na dworcach.

 O co chodzi?

Zgodnie z ustawą otwarte mają też być sklepy na dworcach autobusowych, kolejowych i w portach lotniczych. Podróżni muszą mieć możliwość zrobienia zakupów. Ale co, gdy sieciowy sklep, jak np. Biedronka, jest na dworcu? Co w sytuacji, gdy dworzec jest połączony z centrum handlowym, jak na przykład Galeria Katowicka? Podobnych przykładów w kraju jest zresztą mnóstwo, choćby Galeria Wileńska w Warszawie czy centrum Wroclavia we Wrocławiu.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej