Nie było w historii Polski drugiej takiej ustawy, która gwarantowałaby jednemu sektorowi transfer kilkudziesięciu miliardów złotych. A właśnie uchwalona przez Sejm w ubiegły piątek ustawa o „rynku mocy” przewiduje, że od 2021 r. mamy dopłacać w rachunkach za prąd na ową moc. To nic innego jak subsydia dla energetyki potrzebne do budowy nowych elektrowni.

Koncerny przekonują, że potrzebują tych pieniędzy, bo bez nich nie będą w stanie sfinansować inwestycji. – Bez tej ustawy za dwa lata nie ma prądu w gniazdkach – ostrzegał na ostatniej prostej prac w Sejmie wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski. Te ostrzeżenia mają też potwierdzać wyniki analiz przeprowadzonych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

Jak to będzie działać?

Firmy, właściciele różnych elektrowni będą rywalizować w aukcjach na zagwarantowanie dostaw prądu w określonym czasie. W zamian dostaną za to pieniądze. Wygra ten, kto zaoferuje najniższą cenę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej