Marek Sobolewski nie miał długów. Ale windykator z firmy GetBack codziennie budził go świcie. Dzwonił, bo pan Marek miał takie samo nazwisko jak prawdziwy dłużnik – Edward Sobolewski. Widać firma założyła, że pewnie są rodziną i w ten sposób dotrze do zadłużonego. Sobolewski dłuższy czas próbował przekonać windykatorów, by dali mu święty spokój. Wreszcie telefon zamilkł. Po 9 tygodniach o 6 rano windykatorka znów poderwała pana Marka z łóżka i zapytała, czy nie zna... Ewy Sobolewskiej.

Ta historia pokazuje brak skrupułów, determinację windykatorów i lekceważenie praw - zarówno dłużnika, jak i kogoś, kto całkiem przypadkowo wpadł im w łapy.

Oczywiście nie pochwalamy unikania spłacania zobowiązań, ale każdy dłużnik mimo wszystko ma swoje prawa. A część metod stosowanych w windykacji można zaklasyfikować jako nękanie, zastraszanie lub jawne łamanie kodeksu karnego. Rozmawiałam z byłymi windykatorami. Opowiedzieli, jak wygląda windykacja od kuchni. Na podstawie tego, co usłyszałam, powstał ten tekst.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej