ADRIANA ROZWADOWSKA: W swojej książce „Dynamika i struktura dochodów w warunkach globalizacji” pisze pan o „ułomności PKB jako wskaźnika dobrobytu”. Przecież cały czas mówi się nam, że odpoczniemy, kiedy doszusujemy do najbogatszych, a PKB jest głównym wyznacznikiem tego, czy jest dobrze, czy źle.

Dr JACEK TOMKIEWICZ: To, co nam się zdarzało, czyli rozwój powyżej 7 proc., to historia, o której możemy zapomnieć. Chyba że podejmiemy decyzję, iż zdewastujemy sobie środowisko i tym kosztem zasadniczo przyspieszymy wzrost. Patrzę na to tak: jak mam mieć wzrost PKB, który się nie wiąże ze wzrostem płac, to ja za taki wzrost dziękuję. PKB to instrument, a nie cel sam w sobie. Jeśli wzrost nie poprawia jakości życia społeczeństwa, jestem skłonny go spowolnić, żeby poprawić jego strukturę. Mówiąc wprost: czy podniesienie płacy minimalnej i zwiększona ochrona pracowników spowolni wzrost? Tak, spowolni. Ale nie uważam, że to tragedia, jeśli dzięki temu wzrost będzie bardziej zrównoważony.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej