Wygląda na to, że to w sądach, a nie w Sejmie, rozstrzygnie się batalia dotycząca legalności kredytów frankowych. Jak wiadomo, z obietnic wyborczych partii rządzącej nie zostało prawie nic (nawet zwrotu spreadów nie będzie). Według rozpatrywanych projektów ustaw odwalutowanie po kompromisowym kursie będzie dla nielicznych.

A wszyscy, którzy twierdzą, że ich kredyty frankowe są nieuczciwe i powinny być unieważnione (lub odwalutowane), muszą spierać się o to w sądach. W pierwszej instancji frankowicze dość często wygrywają, ale wyroków prawomocnych jest mniej, bo większość spraw jest jeszcze w toku. Dlatego zarówno frankowicze, jak i przedstawiciele banków wsłuchują się w wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu (TSUE), które są wiążące dla sądów wszystkich krajów unijnych.

TSUE nie wypowiada się z własnej inicjatywy, lecz odpowiada na tzw. pytania prejudycjalne zadawane przez sądy krajów Unii Europejskiej. Polskie sądy nie zamęczają TSUE pytaniami o kredyty frankowe, ale pojawiają się orzeczenia w sprawach kredytobiorców z Węgier, Hiszpanii czy z Bałkanów.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej