Zwolennikiem emerytur obywatelskich jest wicepremier Mateusz Morawiecki. „Można sobie wyobrazić, że za 5, 10, 15 lat zdecydujemy się na system obywatelski z zachowaniem komponentu solidarnościowego” - mówił pod koniec 2016 r.

Ma wsparcie drugiego wicepremiera - Jarosława Gowina. - Obecny system jest dysfunkcjonalny. Mam trójkę dzieci i żadne z nich nie wierzy w to, że kiedyś będzie dostawało emeryturę z ZUS - powtarzał Gowin. I podawał rozwiązanie: emerytury obywatelskie.

ZUS - kolos na glinianych nogach

Rząd PiS wie, że obecny system to kolos na glinianych nogach. Jeśli nic nie zmienimy, zawali się, doprowadzając gospodarkę do kryzysu, jakiego Polska nie miała.

Dziś pracuje ok. 16 mln Polaków. Co miesiąc odkładają część swojej pensji na koncie w ZUS. Politycy obiecują, że kiedyś im te pieniądze w postaci emerytur wypłacą. Tyle że państwo już ma do oddania ponad 2,2 biliona złotych. Kasa ZUS jest pusta. Składki pracujących są zaraz wypłacane na bieżące emerytury i renty. ZUS rokrocznie jest na minusie, dlatego bierze dotację z budżetu - 30-40, a nawet ponad 50 mld zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej