Na razie wody w kranach mało kiedy brakuje. Bo w skali świata mieszkamy w uprzywilejowanym regionie – w dorzeczach Odry i Wisły, a jeszcze spływa do nas trochę wody z zagranicy i żyjemy w klimacie umiarkowanym.

Trochę na nieszczęście, bo przez to nie oszczędzamy. Póki woda leci, traktujemy ją tak, jakby nigdy miało jej nie zabraknąć. W innych częściach świata, choćby w Afryce, o wodę toczy się wojny.

A jednak i my wody mamy mniej niż wiele europejskich państw, co czasem o sobie przypomina. Ostatnio wody zabrakło dwa lata temu -  podczas suszy na Dolnym Śląsku wodę dowożono mieszkańcom w beczkowozach. Ale i wtedy byli tacy, którzy (pomimo zakazów) podlewali ogródki kranówką.

Będą susze

Ale takich susz będzie więcej. – Susze będą coraz gorsze i musimy być na nie przygotowani. Spodziewajmy się zakazów podlewania ogródków czy trawników i spadków ciśnienia wody w kranie. Wody pitnej nie zabraknie, ale być może trzeba ją będzie dowozić beczkowozami – mówi prof. Zbigniew Kundzewicz, kierownik Zakładu Klimatu i Zasobów Wodnych Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu. W trudnej sytuacji może być zwłaszcza rolnictwo, które uzależnione jest przede wszystkim od ilości opadów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej