Justyna Dobrosz-Oracz: Jarosław Kaczyński coś powiedział, gdy próbował pan mu wręczyć dziecięce buciki?

Sławomir Nitras: Nie, nie słyszałem.

A Ryszard Terlecki, gdy nimi rzucał?

- Nawet nie widziałem, że nimi rzucał. Byłem odwrócony. Zobaczyłem, jak z prawej strony lecą buty.

Na nagraniu też widać, jak politycy, którzy osłaniają własnymi piersiami prezesa PiS, coś krzyczą. Co?

- Nie pamiętam. Był harmider. Zapamiętałem tylko rzut tymi butami. I pana Kownackiego, który z całej siły przyciskał te buty do ziemi, kiedy zostały rzucone przez Terleckiego.

Akcja z bucikami to „żenujące wykorzystywanie krzywdy ofiar pedofilii w Kościele do kampanii wyborczej”. To Joanna Scheuring-Wielgus o panu. Liczył się pan z tym, że to może być tak odebrane?

- Tak, oczywiście, że się liczyłem. Ale wydaje mi się, że te komentarze są złośliwe politycznie. To nie jest uczciwa ocena tego faktu. Niektóre gazety, jak choćby „Fakt” czy pan Nizinkiewicz, twierdzą, że to ja rzucałem tymi butami. To nieprawda, ja je po prostu położyłem przed Kaczyńskim. Rzucał zupełnie ktoś inny. Wydaje mi się jednak, że cel osiągnąłem. 

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej