Justyna Dobrosz-Oracz: Denerwuje pana określenie "adwokat diabła"? 

Maciej Mitera: - Nie, dlaczego? 

Jest pan twarzą nieuznawanej przez większość środowiska neo-KRS. Nie spotyka się pan z ostracyzmem? 

- Nie.

Ani razu? Żaden z sędziów nie podszedł do pana i nie powiedział: Co ty robisz? 

- Było tak. Na zasadzie Maciej, co robisz, zastanów się. Pytałem na przykład Aniu, czy Marku, ale o co chodzi? No i taka próba, bym powiedział ogólników. Ja bardzo sobie cenię głos środowiska, szczególnie moich znajomych, nierzadko przyjaciół. Natomiast mówię, no trzeba być w życiu konsekwentnym. 

Zamierza pan podziękować prezes Przyłębskiej? 

- Nie, nie mam takiej potrzeby. 

Trybunał Konstytucyjny uznał, że wybór Krajowej Rady Sądownictwa przez polityków jest zgodny z konstytucją. To dla pana kończy sprawę? 

- Proszę zwrócić uwagę, że to należy do obowiązków Trybunału. Mogę podziękować za profesjonalizm, sprawność, rzetelność, pochylenie się nad sprawą. Ale nie za to, że organ do tego uprawniony wydaje orzeczenie. To jest tak jakby podsądny czy strona postępowania dziękował sądowi za rozpoznanie sprawy. 

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej