Justyna Dobrosz-Oracz: Panie mecenasie, czy austriacki biznesmen wahał się, żeby donieść do prokuratury na Jarosława Kaczyńskiego?

Jacek Dubois: On nie doniósł, tylko poinformował. Natomiast każdy, podejmując jakiś ruch życiowo ważny dla siebie, dla swojej rodziny, się zastanawia, dlatego oczywiście się zastanawiał. 

Długo się wahał? 

- No myślę, że ponad sześć miesięcy, bo przecież od momentu, kiedy się zorientował, że nie uzyska pieniędzy, które mu się należą, do momentu, kiedy podjął decyzję, czyli do stycznia, to minęło mniej więcej pół roku. Także pół roku właśnie zastanawiania się, myślenia, że może jednak pan Kaczyński zmieni zdanie. No, ale nic się nie zmieniło i  podjął takie działania, jakie podjął. 

Nie przeraża go walka z niemal wszechwładnym prezesem PiS-u? 

- To znaczy on jest w o tyle szczęśliwej sytuacji, że jest obywatelem austriackim. On od naszego politycznego piekła jest w miarę daleko. Jest to bardziej chyba trauma dla jego rodziny. Oczywiście, że gdzieś się obawia, bo długo zastanawiał się, jaka będzie reakcja władz. I po trzech tygodniach, kiedy jesteśmy w procesie, to ma już jednoznaczne stanowisko, że nie ma absolutnie żadnego zaufania do naszego wymiaru sprawiedliwości. Tak że jego wszystkie wątpliwości okazały się dużo bardziej słuszne, niż to mógł pierwotnie zakładać. 

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej