Współczuje pan austriackiemu biznesmenowi?

– Współczuję wszystkim, którzy nie radzą sobie z realizacją projektów z różnych powodów.

A to nie jest historia jak z podwykonawcami, którym się nie płaci?

– Nie, absolutnie nie. Proszę nie porównywać tego przypadku. Tutaj przede wszystkim powód leży po stronie miasta. Biznesmen, ale także i architekt, który ma w swoim portfolio duże realizacje w Europie, nie przewidział tego, że nie otrzymał z magistratu wuzetki, ale to już sprawa bardziej polityczna. Czego nie wkalkulował w ryzyko swojego przedsięwzięcia.

Ale na taśmach opublikowanych przez „Gazetę Wyborczą” wyraźnie słychać jak prezes PiS mówi: „Srebrna to my, powinniśmy zapłacić. Jestem gotowy w sądzie zaświadczyć, że wykonano usługę”.

– Pan prezes Jarosław Kaczyński mówił to jako przewodniczący rady fundacji, czyli swoistej rady nadzorczej, zobowiązanej do tego, aby przestrzegać w detalach obowiązującego prawa. Przecież fundacja ani też spółka, od której miał upoważnienie do rozmów i dyskusji na ten temat, nie może wydatkować środków, które nie są wydatkiem uzasadnionym. Oczekiwał jednego od tegoż pana biznesmena pan prezes Jarosław Kaczyński – „dostarczcie wszystkie wymagane prawem dokumenty, zapłacimy”. Jeszcze raz powtarzam – „dostarczcie wszystkie prawem wymagane dokumenty. Zapłacimy, bo chcemy za to zapłacić” – tutaj nie było dyskusji.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej