Polscy siatkarze mogli się poczuć jak na mistrzostwach Europy, kiedy aż do półfinału bili kolejnych przeciwników, którzy nie wierzyli w możliwość nawiązania walki z mistrzami świata. Wszystkie mecze wyglądały wówczas podobnie, niezależnie od składu, jaki wychodził na boisko. Egipcjanie zaczęli grę bez swojego lidera Ahmeda Salaha, a po pierwszym secie zszedł rozgrywający Abdallah Abdalsalam, mający na koncie epizod w lidze włoskiej, m.in. w silnym kiedyś Sisleyu Treviso.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej