A jak awaria zasilania na stadionie. Zdarzyła się późno, bo ósmego dnia mistrzostw, ale w ważnym momencie. Po finale 400 m mężczyzn zaplanowana była dekoracja jedynego złotego medalisty gospodarzy mistrzostw Mutaza Barshima. Na stadionie nie zgasły światła, lecz zrobiło się cicho i widzowie opuścili stadion. Ceremonia nie mogła się odbyć bez odegrania hymnu Kataru, a że usterki nie udało się szybko naprawić, to medale skoczkom wzwyż rozdano dzień później.

B jak basen. Nieduży, mało efektowny, wypełniony zielonkawą wodą. Lecz gdyby nie on, to Kenijczyk Conseslus Kipruto nie obroniłby tytułu mistrza świata na 3000 m z przeszkodami. Pod koniec kwietnia, niecałe sześć miesięcy przed MŚ nie mógł trenować z powodu bolesnej kontuzji stopy. Znajomi podejrzewali, że zwariował, kiedy na tyłach swojego domu w Mosoriot wybudował basen o wymiarach pięć na dwa metry. Napełnił go mętną wodą używaną do podlewania roślin i ćwiczył w nim biegając w kółko, podtrzymywany przez gumowe kółko. Dziś mówi, że dzięki temu zdążył przygotować odpowiednią formę. Wygrał w Dausze ze świetnym czasem 8:01,35, wyprzedzając na mecie o jedną setną sekundy Etiopczyka Lamechę Girmę.

Pozostało 87% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej