Wypożyczony z Barcelony Brazylijczyk to zawodnik, który ma robić różnicę na korzyść Bayernu. Nie tylko w Bundeslidze, ale przede wszystkim w Lidze Mistrzów. Lewandowski z szerokim uśmiechem opowiadał, że właśnie o tak kreatywnego piłkarza w zespole dopominał się od dłuższego czasu. Bawarczycy, którzy sami uchodzą za wzór umiaru w wydawaniu pieniędzy, nauczyli się wykorzystywać rozrzutność i pomyłki transferowe swoich wielkich konkurentów.

Odrzuceni Realu i Barcelony

Tak było z Kolumbijczykiem Jamesem Rodriguezem. Za króla strzelców mundialu w Brazylii Real Madryt zapłacił 80 mln euro, ale po trzech latach stwierdzili, że jest mu niepotrzebny. Bawarczycy wypożyczyli Kolumbijczyka, ryzyko nie było wielkie. Pograł u nich dwa sezony, pod koniec gasł w oczach, więc bez żalu odesłali go do stolicy Hiszpanii.
Ten sam patent wykorzystali wobec Coutinho. Wykupując go z Liverpoolu półtora roku temu, Barcelona uczyniła z Brazylijczyka najdroższego piłkarza w swojej historii (125 mln). Ale wbrew oczekiwaniom Coutinho na Camp Nou się nie przyjął, grał coraz słabiej, zmuszając Katalończyków do tego, by pozwolili mu odejść. Bayern zapłacił za roczne wypożyczenie 8 mln euro, wiele więc nie straci, gdyby Brazylijczykowi także w Bundeslidze się nie powiodło.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej