Odchodził w glorii wielkiego zwycięzcy, wracał jako zbawiciel. Wystarczyło dziesięć miesięcy bez Zidane’a, by najlepsza drużyna Europy stoczyła się w przepaść niemocy. Kiedy po wygranym finale Ligi Mistrzów 2018 roku w Kijowie Francuz opuszczał ławkę trenerską na Santiago Bernabéu, wiadomo było, że następcy nie mają praktycznie żadnych szans, by mu dorównać. Trzy triumfy w Champions League - na takie osiągnięcia innym trenerom, nawet najwybitniejszym, nie starczało życia.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej