W klubach od zawsze zajmował się czarną robotą, wszędzie miał zasuwać jak opętany, odbierać piłkę, zniechęcić rywala agresją. Kiedy myślał o przyszłości – w styczniu dobije do trzydziestki – też spoglądał ostatnio raczej w stronę własnej bramki. W wywiadzie dla „Wyborczej” wspominał, że z pozycji defensywnego pomocnika ma nadzieję przesunąć się do środka obrony. Tam, gdzie nie trzeba biegać przez 90 minut do utraty tchu.

Tymczasem w Moskwie wymyślił siebie na nowo. Wystarczyło mu dziewięć kolejek ligi rosyjskiej, by wbić cztery gole, a ponieważ w Lidze Mistrzów dorzucił piątego, to już teraz, w połowie września, ma snajperski dorobek okazalszy niż w jakimkolwiek sezonie w karierze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej