Przyzwyczailiśmy się, że jesień to czas Agnieszki Radwańskiej. Gdy rywalki przegrywały z kontuzjami lub ze zmęczenia podpierały się rakietami, ona błyszczała. W Azji zdobyła połowę ze swoich 10 trofeów, z czego siedem jesienią. Tam triumfowała po raz ostatni (Pekin 2016), tam też zagrała ostatni zawodowy mecz – w II rundzie w Seulu uległa Rumunce Irinie Begu.

W piątek minie rok od tamtego spotkania.

Dla polskiego tenisa te 12 miesięcy było nadspodziewanie obfite w sukcesy, niektóre zupełnie niespodziewane.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej