W piłkarzach Pepa Guardioli głównego kandydata do triumfu dostrzegają właściwie wszystkie firmy bukmacherskie. Czyli instytuty pomiarowe skazane na racjonalność i dokładność – dla swojego własnego dobra, by maksymalizować zyski.

Gdyby jednak ktoś niezorientowany próbował zhierarchizować uczestników Ligi Mistrzów na podstawie jej minionych edycji, bez znajomości przebiegu innych rozgrywek, mógłby osłupieć.

Dlaczego na faworyta lansować drużynę, która dotąd do trofeum nawet się nie zbliżyła?

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej