Zanim wyartykułujemy, dlaczego ów skryty bohater zasługuje na fanfary, a nawet orkiestrę symfoniczną, zrekapitulujmy wydarzenia koszmarnego lata 2019. I jeszcze raz przypomnijmy sobie, kto próbował ocalić od beznadziei nasze najważniejsze drużyny, które rywalizowały z zagranicą – reprezentację Polski, czyli pogrążoną w depresji zbieraninę rzężącą w eliminacjach mistrzostw Europy, oraz Legię Warszawa, czyli skulonych cierpiętników modlących się o przetrwanie w kwalifikacjach Ligi Europy (nad trumną Piasta Gliwice już nie hałasujmy, lepiej nie budzić kostuchy).

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej