Od wielu lat w Holandii nie zdarzyło się, żeby zabrakło biletów na mecz siatkarzy. Być może tak było w latach 90. ubiegłego stulecia, kiedy Pomarańczowi byli mistrzami olimpijskimi. W XXI wieku  zdarzyło się to po raz pierwszy i organizatorzy żałowali, że zmniejszyli pojemność Ahoy Areny w Rotterdamie z 15 do 12 tys., bo z pewnością by się zapełniła. Nie spodziewano się też, że jedną trzecią fanów będą stanowić Polacy. 

Nasi siatkarze mogli więc powiedzieć, że grają u siebie, i było to widać już po pierwszych akcjach.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej