Nawet gdybyśmy sądzili, że piątkowe 0:2 w Słowenii było wpadką, chwilową niedyspozycją pewniaków do awansu na Euro 2020, to wyprowadziłby nas z błędu sam Jerzy Brzęczek. Trener reprezentacji najwyraźniej uznał, że w jego państwie dzieje się bardzo źle, bo przed meczem z Austrią dokonał zmian gwałtownych, wręcz konstytucyjnych.

Nowy (bez)kształt ofensywy

Dotąd przyzwyczajał nas, że przeprowadza tylko drobne korekty, zresztą wymuszone okolicznościami. Teraz ostro namieszał w personaliach: wpuścił do podstawowego składu Krystiana Bielika, którego nie zapraszał nawet na zgrupowania (oddając go młodzieżówce), oraz Dawida Kownackiego, któremu pozwolił zadebiutować w eliminacjach Euro 2020 dopiero w piątek (w ostatnim kwadransie meczu w Lublanie).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej