Tym razem wszystko miało być inaczej. Przynajmniej według Williams i jej obozu. Amerykanka przekonywała, że wyjdzie na kort bardziej zrelaksowana niż przed rokiem i w dwóch ostatnich Wimbledonach. Jej trener Patrick Mouratoglou widział u Amerykanki najlepszą formę od powrotu po przerwie macierzyńskiej. Jednostronny ćwierćfinał z Chinką Qiang Wang i półfinał z Ukrainką Eliną Switoliną wydawały się to potwierdzać.

Bianca Andreescu była lepsza od Sereny Williams

W finale Williams stanęła jednak przed wyzwaniem zupełnie innego kalibru i nie sprostała mu. 19-letnia Andreescu wdarła się do światowej czołówki z siłą młota pneumatycznego i prędkością TGV.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej