Djoković tłumaczył się bólem w lewym ramieniu. Odczuwał go od kilku tygodni. Wspominał o nim już po poprzednich meczach. Problem nasilił się w spotkaniu II rundy z Argentyńczykiem Juanem Londero, lecz po kolejnym z Amerykaninem Denisem Kudlą Serb oznajmił, że ręka już prawie go nie boli. O szczegółach kontuzji nie chciał jednak mówić i ucinał wszelkie pytania dziennikarzy.

Jak się okazało, ból nie odpuścił na dobre. – Przez ostatnie tygodnie miewałem lepsze i gorsze dni.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej