Słowa o kluczowym pierwszym meczu to w polskim sporcie niezależnie od dyscypliny niemal dogmat. Gdy na początku jakiegokolwiek turnieju nasze drużyny przegrają, już wiadomo, że z nieszczęsnej drogi nie zawrócą.

Dlatego tyle było nerwów przed spotkaniem z Wenezuelą. Rywal notowany pięć pozycji wyżej w rankingu FIBA, a Polacy wchodzą na parkiet po jedynie trzech zwycięstwach w dziesięciu ostatnich meczach towarzyskich. I jeszcze bez obrażonego na drużynę Macieja Lampego.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej