Symptomatyczna jest reakcja na porażkę Legii, która w czwartek padła w Glasgow po golu straconym w 90 min. Jedynym straconym w eliminacjach Ligi Europy, wcześniej utrzymywała czyste konto przez bite 720 minut walki. Piłkarze w dość powszechnej opinii mężnie się bronili, aż spadło na nich nieszczęście. To obniżenie standardów drastyczne, nie wymagamy już właściwie niczego. Przecież Legia sama nie umiała wbić gola w pięciu z ośmiu rozegranych meczów. A kiedy wreszcie napotkała rywala w miarę przyzwoitego – właśnie Rangers – to usiłowała wybłagać przetrwanie do rzutów karnych.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej