Kiedy piłkarz przekracza trzydziestkę, prawie zawsze rozbrzmiewa pytanie – zadawane głośno lub krążące z tyłu kibicowskich głów: kiedy zaczniemy widzieć po nim upływ czasu? Zwłaszcza gdy przez całą karierę pruje jak opętany, prezentując klasę światową sezon w sezon, miesiąc w miesiąc, tydzień w tydzień.

Kapitan reprezentacji Polski spełnia wszystkie warunki, i to z naddatkiem. W środę skończył 31 lat; jego uporczywa kanonada trwa już przeszło dekadę (w Bundeslidze cztery razy był królem strzelców i trzy razy wicekrólem), pozwala sobie co najwyżej na miniokresy słabości – tak króciutkie, że prawie niezauważalne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej