Po rozszerzeniu liczby uczestników mistrzostw Europy z 16 do 24 wiadomo było, że w większości spotkań w grupach emocji nie należy oczekiwać, bo różnica umiejętności między rywalami jest bardzo duża. Tak było pierwszego dnia w Łodzi, gdzie Belgia błyskawicznie pokonała Ukrainę, a Włoszki - faworytki do złota - zbytnio się nie wysilając, rozbiły Portugalię. Choć w polskiej drużynie ostrożnie wypowiadano się o Słowenii, to pierwsze akcje pokazały, że jeśli Polki mają mieć problemy, to tylko z powodu własnych słabości.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej