W Juventusie nie wiedzą nawet, kiedy ich nowy trener dotrze na mecz. Bo Maurizio Sarri zachorował na zapalenie płuc. Opuścił ostatni sparing z Triestiną, ominie go inauguracja w Parmie i szlagier z Napoli, na razie nie prowadzi też zajęć w ośrodku treningowym, choć ogląda je dzięki transmisji wideo i koordynuje pracę asystentów. Zaczęło się od grypy, a przerodziło w poważniejsze kłopoty, być może m.in. dlatego, że Sarri pali jak smok. Przyznaje się do 60 papierosów dziennie, podczas meczów żuje filtry, sam mówi, że nałogu nie kontroluje.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej